sobota, 30 sierpnia 2014

Moje 26te urodziny!

Wydaje mi sie, ze w co drugiej notce narzekam na brak czasu, ale tak po prostu tutaj jest! (i lubie narzekac hahah ) nigdy nie mam na nic czasu. 
Jestem w trakcie jednego z najwiekszych projektow w moim zyciu (Disney on Ice), wieksza byla tylko Olimpiada w Londynie 2012.

 Dzisiaj postanowilam jednak zrobic sobie wolny wieczor. Herbatka, bluza z kapturem i nadrobianie zaleglosci. Kilka dni temu skonczylam 26 lat! Ten dzien bedzie niezapomniany dzieki moim najlepszym znajomym na swiecie :)) wielu z nich zyczylo mi tego samego "nie zapomnij o sobie". 

Co to znaczy?
 Czy chodzi im o sens materialny tych zyczen, czy raczej o druga strone? 
Kazdy moj dzien zaczynam od miliona mysli: co sie dzieje u Marty w Maroko? Czy Aga juz urodzila? Czy z rodzicami wszystko w porzadku? Czy Ozzy (nasz szczeniak) cos znow narozrabial? Czy projekt, nad ktorym pracuje, sprzedaje sie wystarczajaco dobrze zeby byl na tym zysk?
 Na te pytania predzej czy pozniej znajde odpowiedz, zadzwonie do znajomych, sprawdze statystyki sprzedazy.

Ale jesli ktos sie mnie spyta, "Kinga jak widzisz swoja przyszlosc? Myslalas ile zostaniesz w Dubaju? Gdzie bedziesz mieszkac za kilka lat? Albo jaki masz plan na swoje zycie?! - odpowiedz jest jedna NIE WIEM! 
Jednego dnia mam ochote sie spakowac i wrocic do Polski, drugiego dnia wydaje mi sie, ze zostane tu kilka lat, wroce do Polski i otworze wlasny biznes, a czasami wydaje mi sie, ze kupie sobie dom w cieplej Toskani i bede robic wino. 

Wiem, ze jeszcze mam czas... ale chyba musze zastanawic sie na tym... po raz kolejny :))

Po wczorajszym wywodzie mojego taty na temat Polskiego systemu Emerytalnego postanowilam otworzyc osobne konto oszczednosciowe i zaczynam oszczedzac na emeryture!

K,

Czytaj więcej…

czwartek, 21 sierpnia 2014

Pomagamy Jankowi!

Moja koleżanka Magda zapoczątkowała pewna akcje w Dubaju...tym razem ja postanowiłam pomoc.

Pomagamy Jankowi!


W Dubaju organizujemy zbiórkę rzeczy (ciuchy, zabawki, DVD, wszystko dla domu itp.), które są sprzedawane na Safa Flea Market i 100% zebranych pieniążków idzie na rzecz Janka.

Czyscimy szafy! robimy gruntowne porzadki! Ja juz zrobilam :))

Wiem ze sporo moich czytelników jest z Emiratów, dlatego z ogromna chęcią podjadę do waszego domu lub spotkam się gdzieś "na mieście" by odebrać od was te wszystkie rzeczy!

Dajcie znać, zróbmy coś  by pomoc małemu :))  

Krotka Historia,



Historia choroby naszego synka





          Bardzo długo czekaliśmy przyjścia Janka na świat, zazdrościłam mamom przytulającym swoje roześmiane bobasy i z utęsknieniem czekałam, aż nasze marzenie też się spełni. W końcu szczęście uśmiechnęło się i do nas, po pięciu latach leczenia i starań zaszłam w ciążę. Nic nie zapowiadało tragedii, ciąża przebiegała prawidłowo. Gdy Janek się urodził dostał 10 pkt. w skali Apgar. Nasza wielka radość nie trwała zbyt długo, po miesiącu od urodzenia Janka zaczęły się problemy, ponieważ nasz Maluszek nie miał siły unieść swojej główki i jego napięcie mięśniowe osłabło. Pocieszałam się, że to nic takiego może Janek potrzebuje więcej czasu, bo przecież to niemożliwe, żeby mojego synka mogło spotkać coś złego. Dopiero co słyszeliśmy słowa podziwu, że wytrwaliśmy w walce i pomimo, że było ciężko w końcu doczekaliśmy się naszego szczęścia. Niestety przed ukończeniem drugiego miesiąca życia Janulek został skierowany przez pediatrę do Akademii Medycznej w celu przeprowadzenia diagnostyki. Powiedziano nam na Oddziale, że nasz Skarbek ma bardzo słabe napięcie mięśniowe, problemy z oddychaniem i rokowania są bardzo złe! To było jak zły sen, tak bardzo chciałam się z niego obudzić, ale to był dopiero początek tego, co miało nas spotkać. Na skierowaniu do Neurologa zobaczyłam trzy literki: SMA i znak zapytania, od razu usiadłam do komputera, aby rozszyfrować ten tajemniczy skrót. Polskie znaczenie tego skrótu to: rdzeniowy zanik mięśni, a opis choroby idealnie pasował do objawów występujących u Janka...

Rozwijająca się technologia komputerowa i coraz lepszy sprzęt rehabilitacyjny, dają dzieciom z niepełnosprawnością taką jak u Janka szanse na lepszą jakość życia, niestety korzystanie z tych możliwości wymaga dużych nakładów finansowych. Chcielibyśmy, żeby nasz synek miał wszystko co najlepsze, żeby każdy dzień jego życia był radosny, bo każdy dzień w którym jest z nami, każda chwila jest cenna. Aby nasz synek mógł jak najdłużej żyć i żeby jak najdłużej zachować jego dotychczasową kondycję (dobra wydolność krążeniowa, brak skoliozy, przykurczy i zwyrodnień stawów, zachowanie samodzielnego oddychania przeponowego, itd.) potrzebuje bardzo drogiego sprzętu ortopedycznego, ciągłej rehabilitacji, fizjoterapii, profesjonalnego masażu, opieki logopedycznej, itd. NFZ pokrywa część kosztów potrzebnego sprzętu medycznego oraz rehabilitację dwa razy w tygodniu, co dla Janka jest stanowczo za mało. Obecnie czeka nas zakup nowego wózeczka inwalidzkiego Kimba 2, firmy Otto Bock (koszt około 20 tyś. zł). Z własnych środków żadną przeciętną rodzinę nie stać na spełnienie wszystkich potrzeb tak ciężko chorego dziecka jak Janek, zwłaszcza, że jedno z rodziców musi zrezygnować z pracy zawodowej, aby móc zająć się dzieckiem, które wymaga ciągłej, 24-godzinnej intensywnej opieki.

          Ta walka nie jest sprawiedliwa, ale my się nigdy nie poddamy, zawsze będziemy walczyć o naszego Malucha i
nigdy nie przestaniemy wierzyć, że ten cały trud kiedyś się opłaci i jak będzie już dostępne lekarstwo na Janka chorobę to nasz synek dostanie swoją szanse. Ten nasz „mały bohater” też się nie poddaje, od urodzenia walczył o każdy oddech. Podczas długiego pobytu w szpitalu był cierpliwym i radosnym pacjentem, ulubieńcem wszystkich pracowników Oddziału,  nie skarży się na swój los i ma w sobie mnóstwo chęci do życia. Za każdy gest dobroczynności, modlitwę czy nawet pozytywną myśl jesteśmy bardzo wdzięczni.



                                                                               Rodzice Janka

                                                                      Julita i Paweł Kaliszowie



Więcej informacji o Janku i jego chorobie oraz kontakt z nami można znaleźć na stronie internetowej:

 

Czytaj więcej…

niedziela, 10 sierpnia 2014

#jedzjablka

Wczoraj przylecialy do mnie Polskie Jablka (dziekuje Justyna).  omm omm ommm !

W Dubaju tez jemy Polskie Jablka! #jedzjablka 



A w miedzyczasie "Polska" czekolada; wiem wiem ze nie do konca Polska ale jednak jest to smak mojego dziecinstwa, super niespodzianka no i Polskie napisy haha:))) zapas gorzkiej czekolady zrobiony!


coraz wiecej Polskich produktow pojawia sie w Emiratach, mam nadzieje ze stala dostawa Polskich jablek pojawi sie pewnego dnia w tutejszych supermarketach,

Czytaj więcej…

wtorek, 22 lipca 2014

Gwiezdne wojny




Zar się z nieba leje, wilgotność 90% a w międzyczasie na pustyni w Abu Dhabi odbywają się zdjęcia do najnowszej części Gwiezdnych Wojen. 




 





Czytaj więcej…

czwartek, 17 lipca 2014

Wakacje po wakacjach

Wszystko wiemy ze po wakacjach trzeba odpocząć a najlepiej zorganizować następne wakacje. Ze znajomymi wpadliśmy na pomysł ! weekendowy wyjazd do Hatta Oman, 1,5h drogi od Dubaju

Po drodze z Dubaju mijamy czerwona pustynie...wielbłądy, drzewa, góry... Dwa check pointy (trzeba miec paszport lub dowod osobisty) jeden w Emiratach drugi juz w Omanie.  Gdy celnicy z daleka widza "czerwone" paszporty tylko machają ręka by jechać dalej. Opuszczaliśmy Dubaj o godzinie 12 w południe,  50 stopni w sloncu, w Hattcie piekne niebieskie niebo, biale obloczki i tylko 35 stopni. W gorach ulewa, nie ktore drogi "znikly" z map.













Zatrzymalismy sie w Hotelu Hatta Fort, bardzo klimatyczne miejsce. Prze-mila obsluga, super klimat, cisza spokój. Pokoje ktore wygladaja jak kamienno drewniane komnaty (czulam sie jak w filmie Gra o Tron hahah!) Idealna ucieczka od Dubajowego zgielku.

Serdecznie polecam! http://www.jaresortshotels.com/Properties/hatta/hotel/Overview.aspx





Czytaj więcej…

niedziela, 13 lipca 2014

Powrot to Dubaju

Nie jestem pewna czy wcześniej wspominałam ale nie lubię latać... hmm w sumie to sie boje..

Ze wzgledu na moja praca ostatnio latam dosyc czesto i w miare "oswoilam" sie ze skrzydlami, silnikami, stewardesami itd co kiedys wzbudzalo we mnie ogromny stres.

Do czasu..

Powrot do Dubaju a wlasciwie Abu Dhabi (Etihad Airlines ze wspolpraca z airBerlin) czyli placisz jak za Etihad a dostajesz serwis Air berlin (tanio.. taniej i jeszcze taniej!!) Nigdy wczesniej nie narzekalam na ten lot, oprocz nie dobrego jedzenia wszytko zawsze było idealne.
28 czerwca 2014.
Informacja... przepraszamy lot jest opozniony (1 godzine) - zadarza sie, czekam dzielnie na moj lot.
Startujemy, wszystko w porzadku po 20minutach  wedlug mnie (taki ze mnie specjalista hahaha) samolot zbyt dlugo sie wznosi, leci za nisko przeczuwam ... cos jest nie tak.
Po kilku minutach (tuz nad Krakowem) Kapital oglasza problem za komputerem pokladowym! musimy wracac, nie mozemy poleciec do Abu Dhabi! Moje ciśnienie wzrasta co najmniej do 140/120, strach w oczach, przeciez w dzisiejszych czasach komputer to podstawa calego systemu, blad w systemie moze oznaczac wiele innych problemow.
Tuz nad Zielona Gora kapital oglasza ze bedziemy teraz krazyc nad Berlinem, musimy zrzucic paliwo jestesmy zbyt ciezcy by wyladowac. Strach w oczach stewardes, strach w oczach pasazerow, nie wiedzialam co mam ze soba zrobic. Tak na prawde nic nie moglam zrobic... chyba tylko poprosic o lampke szampana na rozluźnienie bo przecież skakać nie będę!!
Po 30minach kapitan oglasza ze jest nastepny problem tym razem z podwoziem... w mojej glowie pojawilo sie "my zaraz zginiemy, podwozie nie chce sie wyciagnac a samolot ma tyle paliwa ze kazde awaryjne ladowanie skonczy sie jednym wierlkim wybuchem".

Najbardziej jednak martwiłam się moich rodziców. Wiem ze zawsze śledzą mój lot online. Wiedziałam jak bardzo się martwią widząc ze  samolot zawrócił a potem latał w kolko nad Berlinem. 
 Wylądowaliśmy... po kilku godzinach spędzonych nic na koncie by zadzwonić  do rodziców a nie byłam pewna czy moje sms doszły. Po wyjściu z samolotu Air Berlin crew rozdawała dwie kartki A4 w języku niemieckim. Pomimo ze jeszcze trochę pamiętam coś z Niemieckiego poprosiłam o informacje języku angielskim. Bardzo nie miły Pan odpowiedział tylko ze on jest bardzo zajęty, jedna kartka to rezerwacja hotelu a druga to numer infolinii mam zadzwonić i się dopytać kiedy będę mogla lecieć.
Lotnisko Berlin - Tegel! na pewno jedno z najgorszych na swiecie, brak darmowego dostepu do internetu, o polnocy wszystko jest zamkniete, kafejki, kantory... lotnisko zamienia sie w noclegownie dla bezdomnych.  Cos okropnego.

Cale szczescie ze spotkalam dwoch Polakow, zabralam sie z nimi do hotelu..
Po 3,5 godzinach czekania dostalam pokoj w hotelu.
Stwierdzilam ze nie zasnę dopóki  nie dowiem sie co z moim lotem. 4 rano... Pan z AirBelin bardzo zdziwiony ze nikt mnie nie poinformował wcześniej o zmianie mojego lotu na nastepny
Umowilismy sie z Polakami ze wstaniemy o 9 na sniadanie  i ulozymy plan dzialania.
Zanim polozylam sie spac wzielam prysznic, rozplakalam sie. Chyba pierwszy raz w zyciu poczulam sie tak bezradna, cale emocje po prostu ze mnie "zeszły"w samolocie przez chwile nie wiedzialam czy to juz koniec, czy kiedys dolece i czy kiedys jeszcze zobacze moich rodzicow.

Po sniadaniu Panowie poprosili mnie o pomoc z ich biletami. Jeden z nich Pan Jacek, bardzo przemily cale zycie spedzil w Australii, oblecial swiat juz kilkakrotnie. Teraz lecial na slub corki do Australii! Drugi Pan (nie pamietam imienia) mieszka w Abu Dhabi. Spotkalam tez wiele Polskich rodzin z dziecmi, ktorzy lecieli na swoje wymarzone wakacje. Skonczylo sie na tym ze mialam wokol siebie spora grupe ludzi proszącą o pomoc. Dobrze wiem jak bardzo byli ta sytuacja zestresowani. Do dzisiaj nie rozumiem dlaczego Etihad/Airberlin nie wyslal nikogo do hotelu by poinformowac ludzi o zmianach.. zero jakiejkolwiek informacji/orgnizacji czy pomocy.

Po kilku godzianch spedzonych na telefonie na AirBerlin/Etihad infolini postanowilam zwiedzic Berlin,
2 godzinna wycieczka autobusem,
Nigdy nie bylam zwolenniczka  tego miasta ale po blizszym poznaniu całkiem mi się podoba. Kto wie, może kiedyś tam zamieszkam.















 Miałam przeczucie by pojechac troszke wczesniej na lotnisko. Pan Jacek dostal lot przez Dubai (Lufhansa). Ja mialam poleciec po prostu nastepnego dnia (ten sam lot na drugi dzień) duzo pasazerow zostalo przeniesionych na loty Qatar Airways i Lufhansy a nawet Qantas Airways.
Przeczucie bylo dobre, podeszlam do ticketing office by dostac jakies "formalne" potwierdzenie mojego lotu. Jedynie potwierdzenie jakie ja dostałam było słowne, przez telefon.

"niestety nie widze Pani imienia na liscie pasazerow" - odpowiada Pan w okienku. W tym momencie moje calkiem dobre nastawienie gdzieś znikło. Przestałam  być uśmiechnięta, mila i wyrozumiala, zrobilam sie wredna, głośna i odrobinke wulgarna. Pan ze strachem w oczach wpadl na pomysl ze pewnie moj bilet jest na liscie Etihad nie AirBerlin. Brawo! Rezerwacja jest.. ale nie ma potwierdzenia biletu, nie ma numeru biletu wiec nie moze Pani leiec. Niestety nasze systemy bookingowe sa roznie i nie jestem w stanie wprowadzić żadnych zmian! - odpowiedział Pan w okienku
WTF!? jak w takim razie wyglada ta wspolpraca na lini Etihad i AirBerlin jesli sa dwa rozne systemy bookingowe???!!!!! Prosze zawolac Pana przelozonego! mnie to nie obchodzi ale ja mam byc jutro rano w Abu Dhabi... nawet jesli mam poleciec business class albo na skrzydle!

30minut pozniej... prosze bardzo o to Pani bilet.. przepraszamy za wszystko!! grrr...bez krzyku czlowieku nic nie zalatwisz!

Lot bez wiekszych problemow..dolecialam..

Czytaj więcej…

sobota, 12 lipca 2014

12-07-2014

Spokojnie spokonie! blog zyje swoim zyciem ale obiecuje poprawe. Mam o czym pisac, mysle ze czas tez sie znajdzie.

 tydzien temu wrocilam z wakacji... nie, nie bylam w Tajlandii, Malediwach! najlepsze wakacje sa w Zielonej Gorze! w domu moich rodzicow, gdzie czeresnia ugina sie pod ciezarem owocow a codziennie rano czeka ciepla herbatka zrobiona przez moja najlepsza na świecie mame!

Nic sie nie zmienilo...objadlam sie za wszystkie czasy, kazda wizyta w sklepie konczyla sie nadprogramowymi rzeczami (zwłaszcza slodyczami), wieczory spędziłam z rodzicami w ogrodzie. Godziny przegadane z moja babcia, mam wrazenie ze z roku na rok coraz bardziej mlodnieje i robi sie coraz bardziej nowoczesna. Rodzice stesknieni... za swoja 26cio letnia corka do granic mozliwosci. Na codzien nie sprawdzaja co robie z kim i dokad ide. Gdy jestem w Polsce zadaja miliony pytan i nie spia gdy wracam pozno z imprezy.. ehh  kochani rodzice.





W dniu wyjazdu rodzice nie odzywali sie... wiedzieli ze kazde ich slowo skonczy sie płaczem. Tak bardzo nie lubie wyjeżdżać... za 6 miesięcy wrócę...

Czytaj więcej…